Gdy stres zawęża świat: czym jest „zachwyt” (awe) i co naprawdę mówią badania

Są dni, w których życie potrafi bardzo się skurczyć. Do listy niezałatwionych spraw, nieprzeczytanej wiadomości, napięcia w karku i jednej myśli, która uporczywie wraca: „Nie dam rady tego wszystkiego pomieścić”.

Mam znajomą, która zaskakuje mnie spokojem wobec codziennych zawirowań. Gdy rozmowa schodzi na to, że świat bywa męczący i pełen spraw większych niż nasze siły, odpowiada czasem półżartem: „Ale przecież słonko świeci”. Nie odbieram tego jako zachęty do bagatelizowania problemów. Raczej jako krótkie przypomnienie, że nawet w trudnym momencie rzeczywistość nie składa się wyłącznie z tego, co nas obciąża.

W psychologii mówi się o „zachwycie” (ang. awe). To pojęcie pomaga opisać zmianę perspektywy. Polskie tłumaczenie gubi trochę znaczenia. Nie chodzi o sztuczny optymizm ani o kolejną metodę „naprawiania siebie”. Chodzi o chwilę, w której przyroda, muzyka, idea albo czyjaś odwaga wyprowadzają Cię poza ciasny krąg własnych zmartwień.

W tym tekście sprawdzam, co badania rzeczywiście mówią o „zachwycie”, gdzie ich wyniki są mocne, a gdzie słabsze, niż sugerują nagłówki w mediach. Na końcu znajdziesz kilka praktycznych sposobów na więcej takich chwil i informację, kiedy warto poszukać innego wsparcia.

 

Czym jest „zachwyt” (awe)?

Awe to emocja, która pojawia się w zetknięciu z czymś ogromnym: w przyrodzie, w sztuce, w ludzkim zachowaniu albo w idei. Ma dwa składniki: poczucie ogromu i potrzebę przebudowania tego, jak rozumiesz świat, bo nowe doświadczenie nie mieści się w dotychczasowych ramach [1, 2].

Ten opis zaproponowali w 2003 roku psychologowie Dacher Keltner i Jonathan Haidt [1]. Ów ogrom nie musi oznaczać rozmiaru. Może to być rozgwieżdżone niebo, ale też symfonia, złożona teoria naukowa albo widok ludzi, którzy pomagają sobie w kryzysie.

Drugi składnik jest mniej oczywisty. Spotykasz coś, co nie mieści się łatwo w Twoim sposobie rozumienia świata, więc umysł musi na chwilę zrobić miejsce na nowe doświadczenie. To nie zawsze jest komfortowe. „Zachwyt” może zawierać zdumienie, respekt, a czasem niepewność.

Skąd ludzie biorą „zachwyt” na co dzień? Badania prowadzone w ponad 25 kulturach wskazują na odwagę i życzliwość innych ludzi, przyrodę, wspólne zgromadzenia, muzykę, sztukę, praktyki religijne, a także narodziny i śmierć [2]. Na tej liście nie ma jednego specyficznego bodźca. Dla jednej osoby będą to burzowe chmury nad miastem, dla innej koncert, historia czyjejś życzliwości albo struktura liścia pod lupą.

 

Co gubimy, tłumacząc awe jako „zachwyt”

Polski „zachwyt” jest emocją wyłącznie przyjemną. Angielskie „awe” ma w sobie więcej: podziw zmieszany z respektem, a czasem z lękiem. Badacze wprost wyróżniają odmianę „zachwytu” zabarwioną zagrożeniem. Według przeglądu badań około trzech czwartych doświadczeń „zachwytu” jest głównie pozytywnych, a mniej więcej jedna czwarta zawiera element zagrożenia [2].

W tym tekście używam słowa „zachwyt”, ale warto pamiętać, że chodzi o coś bliższego „podziwowi z respektem” niż samej przyjemności. Wrócę do tego w części o trudnym „zachwycie”.

 

Nie każda przyjemność jest „zachwytem”

Dobra kawa może poprawić nastrój, a udany żart rozbawić. „Zachwyt” ma zwykle inny ciężar gatunkowy: przesuwa uwagę z tego, co „ja teraz czuję i muszę zrobić”, na to, co przekracza zwykłą, dobrze znaną skalę.

Szersza perspektywa nie unieważnia trudności. Pomaga jednak zobaczyć, że trudność nie jest całym światem.

 

„Małe ja” nie znaczy „mało ważne ja”

Jednym z najciekawszych pojęć związanych z „zachwytem” jest tak zwane „małe ja”. Brzmi to niepokojąco, zwłaszcza gdy i tak zmagasz się z samokrytyką albo czujesz, że powinieneś bardziej walczyć o swoje miejsce. Dlatego od razu granica: nie chodzi o pomniejszanie własnej wartości.

„Małe ja” oznacza, że na chwilę słabnie nadmierna koncentracja na sobie. Twoje sprawy nie przestają istnieć, ale przestają być jedyną miarą znaczenia. Możesz mieć realny problem w pracy i jednocześnie zauważyć piękny zachód słońca. Możesz przeżywać żałobę i wzruszyć się czułością bliskich.

Zespół Laury King z Uniwersytetu Missouri przeprowadził cztery eksperymenty, w których sprawdzał osobno dwie rzeczy: czy po „zachwycie” ludzie czują się „mniejsi” i czy czują, że ich życie ma mniejsze znaczenie [3]. Wynik był ciekawy. Po „zachwycie” świat wydawał się uczestnikom większy niż przed eksperymentem. Nie znaczy to jednak, że oni sami od razu czuli się mniejsi. Badacze prosili ich m.in., żeby ustawili na ekranie wielkość postaci oznaczającej ich samych i koła oznaczającego otaczający świat. Po „zachwycie” koło rosło, a postać w części badań zmniejszała się, a w części zostawała taka sama. Poczucie bycia małym pojawiało się więc nie zawsze. A poczucie, że własne życie ma znaczenie, w żadnym z badań nie spadło. Autorzy podsumowali to zdaniem, które mogłoby być mottem tego tekstu: można czuć się małym, nie czując się nieważnym.

Badacze opisują kilka dróg, którymi „zachwyt” może wiązać się z dobrostanem: mniejsza koncentracja na sobie, większe poczucie więzi z innymi, skłonność do pomagania, szukanie sensu i zmiany w reakcjach organizmu [2]. To jednak opis możliwych mechanizmów, a nie recepta. Sami autorzy zaznaczają, że ten model dopiero zaczyna być sprawdzany w badaniach [2].

Tu wraca zdanie mojej znajomej. „Ale przecież słonko świeci” nie znaczy: „Nie ma się czym przejmować”. To byłoby zbyt proste, a czasem wręcz krzywdzące. Może jednak znaczyć: „Zauważmy, że oprócz tego, co boli, istnieje coś, co nie wymaga od nas natychmiastowego rozwiązania”. To różnica między zaprzeczaniem problemowi a odzyskaniem oddechu, żeby spojrzeć na niego szerzej.

 

„Zachwyt” a stres: co wiemy

Zacznę od tego, dlaczego stres w ogóle „zawęża świat”. Psycholożka Barbara Fredrickson opisała w swojej teorii, że emocje negatywne zawężają repertuar myśli i działań do kilku szybkich reakcji, co ma sens w sytuacji zagrożenia, a emocje pozytywne go poszerzają [8]. To teoria, a nie prawo natury, ale dobrze opisuje doświadczenie, które zna wiele osób: w napięciu widzisz głównie problem.

Czy „zachwyt” może to zawężenie poluzować? Kilka badań daje ostrożną odpowiedź.

 

Badanie dzienniczkowe: dni z „zachwytem”, dni z mniejszym stresem

W 2020 roku, w czasie pandemii, dwie grupy badanych (269 dorosłych i 145 pracowników ochrony zdrowia) przez 22 dni oceniały, ile „zachwytu” i ile stresu przeżyły danego dnia [4]. W obu grupach powtarzał się ten sam wzór: w dni, w których ktoś czuł więcej „zachwytu” niż zwykle, raportował też mniej stresu. Związek osłabł, ale nie zniknął, gdy badacze uwzględnili inne pozytywne emocje [4].

Co z tego wynika, a co nie? To porównanie dni u tych samych osób, więc nie zakłóca go to, że jedni ludzie są po prostu spokojniejsi od innych. Ale to wciąż badanie obserwacyjne. Nie wiemy, czy „zachwyt” obniżał stres, czy raczej w mniej stresujące dni ludzie mieli więcej przestrzeni, żeby coś zauważyć. Pewnie działa to w obie strony. Do tego wszystkie pomiary to deklaracje uczestników, a próby nie były zróżnicowane, o czym piszą sami autorzy [4].

Jest też granica, o której łatwo zapomnieć. Stres często ma konkretne, materialne źródła: przeciążenie pracą, chorobę w rodzinie, przemoc, długi, niepewną sytuację mieszkaniową albo brak snu. Widok nieba nie rozwiąże żadnego z tych problemów. Może czasem pomóc złapać oddech, którego potrzebujesz, żeby się nimi zająć. Więcej o tym, kiedy stres pomaga, a kiedy szkodzi, piszę w tekście Stres: przyjaciel czy wróg?.

 

Spacery „zachwytu”

Najczęściej cytowany eksperyment to tak zwane „spacery zachwytu” [5]. Sześćdziesiąt zdrowych osób w wieku 60–90 lat losowo przydzielono do dwóch grup. Przez osiem tygodni wszyscy mieli raz w tygodniu wyjść na mniej więcej 15-minutowy spacer. Jedna grupa dostała dodatkową wskazówkę: „zachwyt” najłatwiej pojawia się tam, gdzie jest przestrzeń i nowość, więc warto uruchomić w sobie ciekawość i, jeśli się da, co tydzień iść w nowe miejsce.

Wyniki? Osoby ze „spacerów zachwytu” częściej przeżywały w ich trakcie „zachwyt” i emocje takie jak wdzięczność czy współczucie. W codziennych pomiarach ich ogólny dystres malał wyraźniej niż w grupie zwykłych spacerów. Jest też smaczny szczegół: uczestnicy robili sobie selfie, a u osób z grupy „zachwytu” z tygodnia na tydzień ich sylwetka zajmowała coraz mniejszą część kadru, a uśmiech był coraz szerszy [5].

Teraz zastrzeżenia, bo są ważne. Przeanalizowano dane 52 z 60 osób. Grupa „zachwytu” miała na starcie nieco wyższy dystres, więc część spadku może być powrotem do typowego poziomu, a nie efektem spacerów. Uczestnicy byli zdrowi, z bardzo niskim lękiem, w większości wysoko wykształceni [5]. I wreszcie: w standardowych kwestionariuszach przed i po badaniu lęk, depresja i satysfakcja z życia nie zmieniły się w żadnej z grup [5].

To pokazuje, że prosta praktyka może wspierać codzienny stan emocjonalny, ale nie jest leczeniem zaburzeń psychicznych ani zamiennikiem konsultacji ze specjalistą. Trzeba też uczciwie dodać, że u osób zdrowych i spokojnych trudno zobaczyć spadek lęku, bo nie bardzo jest z czego spadać.

 

Badanie kliniczne z osobami z long COVID

W 2025 roku opublikowano randomizowane badanie kliniczne, w którym „zachwyt” był „interwencją” [6]. Uczestnikami były osoby z długotrwałymi objawami po COVID-19. Przez cztery tygodnie raz w tygodniu brały udział w godzinnym spotkaniu online, a między spotkaniami miały co najmniej trzy razy dziennie szukać krótkich, poniżej 30 sekund, chwil „zachwytu”.

W porównaniu z osobami czekającymi na swoją kolej uczestnicy po miesiącu mieli niższy stres, mniej objawów depresji i wyższy dobrostan. Poziom lęku nie różnił się istotnie między grupami [6]. Różnice w depresji i dobrostanie były, jak na badania psychologiczne, średnie i duże.

Brzmi świetnie, ale spójrz na szczegóły. W analizie znalazło się 68 osób (30 w grupie „zachwytu”, 38 w kontrolnej), sporo uczestników zrezygnowało w trakcie, a grupa kontrolna po prostu czekała, zamiast robić coś innego. Taki układ nie odróżnia efektu „zachwytu” od efektu samego udziału w programie, uwagi prowadzących czy oczekiwań uczestników. Autorzy sami piszą, że potrzebne są badania z aktywną grupą kontrolną i powtórzenia [6]. Traktowałbym to jako obiecujący sygnał, a nie dowód, że „zachwyt” leczy depresję.

Jeśli od dłuższego czasu masz obniżony nastrój, zajrzyj do opisu tego, jak pracuję z osobami w depresji. „Zachwyt” może być miłym dodatkiem, ale nie zastąpi rzetelnej pomocy.

 

Ile z tego się potwierdza?

To pytanie zadaje się za rzadko, więc zadam je wprost. W psychologii od kilkunastu lat trwa tak zwany kryzys replikacji: część znanych efektów nie powtarza się, gdy inny zespół przeprowadzi to samo badanie na większej grupie.

„Zachwyt” też przeszedł taki test. W 2026 roku zespół badaczy opublikował serię sześciu prób powtórzenia klasycznych eksperymentów z „zachwytem”, w tym trzy zaplanowane i zarejestrowane z góry, na grupach około 2,5 razy większych niż w oryginałach [7]. Wynik był otrzeźwiający. Wywołanie „zachwytu” filmem, pisaniem czy wirtualną rzeczywistością na ogół się udawało, ale efekty, które miały z niego wynikać, w większości się nie powtórzyły. Dotyczyło to m.in. satysfakcji z życia i decyzji etycznych. „Małe ja” częściowo się potwierdziło [7].

Autorzy nie wyciągają wniosku, że „zachwyt” „nie działa”. Sugerują raczej, że krótki, subtelny „zachwyt” wywołany w laboratorium może być za słaby, żeby coś zmienić, i że potrzebne są silniejsze, dłuższe doświadczenia [7]. To ważna korekta dla porad w stylu „obejrzyj minutowy filmik o kosmosie i stres zniknie”.

Jeszcze jedna rzecz, o której warto wiedzieć. Duża część badań nad „zachwytem” powstaje w jednym środowisku naukowym, wokół Dachera Keltnera z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, a część finansuje Fundacja Templetona, która wspiera badania nad „pozytywnymi” tematami [2]. To nie unieważnia wyników, ale dobrze, gdy takie ustalenia sprawdzają też niezależne zespoły. Próby badanych to przeważnie mieszkańcy USA, często dobrze wykształceni [4, 5].

Moje podsumowanie: „zachwyt” jest dobrze opisaną emocją i da się go świadomie przywoływać. Jego wpływ na zdrowie psychiczne jest obiecujący, ale słabszy i mniej pewny, niż wynika z popularnych artykułów.

 

Trzy popularne przesady

„Zachwyt obniża stan zapalny.” Za tym hasłem stoi badanie: osoby, które w ankiecie deklarowały, że często przeżywają „zachwyt”, miały średnio niższy poziom IL-6, czyli jednego z markerów stanu zapalnego we krwi [2]. To ciekawy wynik, ale opisuje współwystępowanie, a nie związek przyczynowo-skutkowy. „Zachwyt” może sprzyjać niższemu stanowi zapalnemu. Możliwe jest też odwrotnie: przewlekły stan zapalny wiąże się ze zmęczeniem i wycofaniem, a w takim stanie trudniej się czymkolwiek zachwycić. Albo coś trzeciego, np. ruch, kontakt z przyrodą czy ogólnie lepsze zdrowie, wpływa na jedno i drugie.

„Zachwyt wydłuża czas.” Popularna teza mówi, że po „zachwycie” ludzie czują, że mają więcej czasu. W próbie powtórzenia tego badania efekt się nie pojawił [7]. Uczciwie trzeba dodać, że w tej próbie nie udało się też wyraźnie wywołać „zachwytu”, więc sprawa jest raczej otwarta. Na pewno nie jest to fakt, na którym można budować porady.

„Zachwyt leczy depresję.” Znalazłem jedno badanie z grupą oczekującą [6] i badanie spacerów, w którym depresja się nie zmieniła [5]. To za mało na takie hasło.

 

„Zachwyt” bywa trudny

W kulturze rozwoju osobistego łatwo „sprzedać” „zachwyt” jako doświadczenie wyłącznie piękne i kojące. Badania pokazują bardziej złożony obraz. Poczucie ogromu może pojawić się wobec burzy, katastrofy czy potężnej siły społecznej. Jak już wiesz, mniej więcej co czwarte doświadczenie „zachwytu” zawiera element zagrożenia, a autorzy przeglądu zaznaczają, że taki „zachwyt” może wręcz obniżać dobrostan [2].

To rozróżnienie ma znaczenie praktyczne. Jeśli masz za sobą doświadczenie traumatyczne, nie musisz „oswajać się z ogromem” ani szukać intensywnych przeżyć, żeby zadbać o siebie. Wystarczający i znacznie bezpieczniejszy może być łagodny kontakt z czymś, co budzi ciekawość: roślina na parapecie, fragment muzyki, widok z okna, muzeum, rozmowa z bliską osobą. „Zachwyt” nie wymaga wyprawy na drugi koniec świata ani wystawiania się na graniczne doznania.

 

Pięć sposobów, żeby dać sobie szansę na „zachwyt”

Nie da się nakazać sobie „zachwytu”. Można jednak stwarzać warunki, w których uwaga ma szansę wyjść z trybu ciągłego reagowania. Potraktuj poniższe pomysły nie jako listę obowiązków, ale jako zaproszenia. I pamiętaj o wynikach z poprzedniej części: to sposoby na dobre chwile, a nie metoda leczenia.

 

1. Wyjdź na spacer bez celu użytkowego

Nie chodzi o liczenie kroków, zakupy po drodze ani słuchanie kolejnego podcastu „dla rozwoju”. Wystarczy kwadrans. Wybierz trasę, którą zwykle nie chodzisz, i poszukaj jednego widoku, dźwięku albo szczegółu, który jest większy lub ciekawszy, niż początkowo się wydawał.

W badaniu spacerów „zachwytu” uczestników zachęcano właśnie do przestrzeni, nowości i ciekawości, a nie do osiągania określonego nastroju [5]. To dobry trop: zamiast pytać „czy już czuję zachwyt?”, lepiej zapytać „czego dziś jeszcze nie zauważyłem?”.

 

2. Daj sztuce pełną uwagę

Film, muzyka czy obraz nie muszą być tylko tłem. Wybierz jeden utwór albo jedno dzieło i przez kilka minut nie rób równolegle niczego innego. Bez przewijania telefonu, bez oceniania, czy to „wartościowe”, bez szukania komentarzy.

Sztuka nie musi Cię zachwycić. Czasem wystarczy, że zatrzyma automatyczne myślenie. Jeśli po pięciu minutach pojawi się nuda albo irytacja, to też jest informacja: być może dziś potrzebujesz prostszego odpoczynku.

 

3. Zauważaj ogrom w drugim człowieku

„Zachwyt” nie musi pochodzić z przyrody. Jak pokazują badania z wielu kultur, jednym ze źródeł są odwaga i życzliwość innych ludzi [2]. Spróbuj pod koniec dnia przypomnieć sobie jeden taki moment. Nie po to, by idealizować ludzi, ale by zrównoważyć automatyczną uwagę skierowaną na błędy i zagrożenia.

To ćwiczenie ma też wymiar relacyjny. „Zachwyt” wobec drugiej osoby nie musi prowadzić do porównywania się z nią. Może prowadzić do pytania: „Co w tym człowieku budzi mój szacunek?”, a potem: „Czy jest w tym wartość, którą chcę bardziej zauważać we własnym życiu?”.

 

4. Zostaw jedno pytanie bez natychmiastowej odpowiedzi

„Zachwyt” wiąże się z sytuacją, w której Twoje obecne rozumienie świata okazuje się „za małe” [1]. Dlatego czasem warto, zamiast od razu szukać rozwiązania, pobyć chwilę przy pytaniu. Może być naukowe, historyczne, egzystencjalne albo bardzo proste: „Jak to możliwe, że światło tej gwiazdy wyruszyło w drogę, zanim się urodziłem?” albo „Ile osób musiało współpracować, żeby powstał ten budynek?”.

Nie chodzi o gromadzenie faktów dla faktów, tylko o ćwiczenie intelektualnej pokory: uznanie, że nie wszystko musi zostać od razu nazwane, ocenione i wykorzystane. Dla umysłu przyzwyczajonego do ciągłego rozwiązywania problemów to bywa zaskakująco regenerujące.

 

5. Wypróbuj mikro-chwile „zachwytu”

W badaniu z osobami z long COVID uczestnicy uczyli się prostej sekwencji: skieruj uwagę na coś, co Cię ciekawi lub porusza, zatrzymaj się na chwilę, zrób wydech i pozwól, żeby to doświadczenie się „rozszerzyło” [6]. Całość trwała mniej niż 30 sekund i powtarzali ją kilka razy dziennie.

Pamiętaj, że to protokół z jednego niewielkiego badania, a nie sprawdzona metoda. Ale też niewiele ryzykujesz: to pół minuty, które możesz spędzić przy oknie zamiast przy kolejnym powiadomieniu.

 

Kiedy warto poszukać innego wsparcia

Ciekawość, przyroda i sztuka mogą być wartościowym elementem dbania o siebie. Nie zastąpią jednak pomocy, gdy cierpienie jest nasilone lub trwa długo. Jeśli obniżony nastrój, lęk, bezsenność, poczucie bezradności albo trudności w codziennym funkcjonowaniu utrzymują się i narastają, warto porozmawiać ze specjalistą.

Nie trzeba czekać na całkowite załamanie, żeby poprosić o pomoc. Rozmowa z psychologiem może pomóc uporządkować trudności i znaleźć sposoby radzenia sobie. Jeśli stres i napięcie towarzyszą Ci od dawna, przeczytaj, jak wygląda praca nad przewlekłym stresem w moim gabinecie w Łodzi i online. W gabinecie w Łodzi przyjmuję w poniedziałki, w pozostałe dni konsultuję online. Termin możesz zarezerwować tutaj. Gdy sytuacja wymaga diagnozy lub leczenia farmakologicznego, potrzebna jest konsultacja lekarska.

 

Nie chodzi o większe wrażenia

Wróćmy do prostego zdania: „Ale przecież słonko świeci”. Nie po to, żeby zakazać sobie przejmowania się sprawami. I nie po to, żeby udawać, że ciężar znika, gdy tylko spojrzysz w niebo. Raczej po to, by pamiętać, że umysł w stresie zawęża pole widzenia, a Ty czasem możesz, choćby na chwilę, łagodnie je poszerzyć.

Nie potrzeba do tego wielkiej podróży ani niezwykłego życia. Można zacząć od jednego spaceru, jednej piosenki wysłuchanej do końca, jednego aktu życzliwości zauważonego u kogoś obok. „Zachwyt” nie polega na dokładaniu sobie coraz silniejszych bodźców. Bywa raczej spokojną zgodą na to, że świat jest większy, bogatszy i mniej jednoznaczny, niż podpowiada Ci najtrudniejszy moment dnia.

 

Najczęstsze pytania

Czy „zachwyt” pomaga na stres? Badania dzienniczkowe pokazują, że w dni z większą ilością „zachwytu” ludzie zgłaszają mniej stresu [4], a w małych eksperymentach praktyki „zachwytu” wiązały się z niższym dystresem [5, 6]. To obiecujące, ale niepewne wyniki. „Zachwyt” może pomóc złapać dystans, nie usuwa przyczyn stresu.

Jak po polsku nazwać awe? Najczęściej „zachwyt”, choć lepiej oddaje go „podziw z respektem”. Angielskie słowo obejmuje też odmianę zabarwioną lękiem [2].

Czy spacer „zachwytu” działa? W badaniu z udziałem seniorów osiem tygodni cotygodniowych spacerów zwiększyło pozytywne emocje i zmniejszyło codzienny dystres, ale nie zmieniło poziomu lęku, depresji ani satysfakcji z życia [5]. To dobry sposób na lepsze chwile, nie terapia.

Czy „zachwyt” może zaszkodzić? Około jedna czwarta doświadczeń „zachwytu” zawiera element zagrożenia, a taki „zachwyt” może obniżać samopoczucie [2]. Jeśli masz za sobą trudne przeżycia, wybieraj łagodne źródła „zachwytu”.

 

Bibliografia

  1. Keltner, D., & Haidt, J. (2003). Approaching awe, a moral, spiritual, and aesthetic emotion. Cognition and Emotion, 17(2), 297–314.
  2. Monroy, M., & Keltner, D. (2023). Awe as a pathway to mental and physical health. Perspectives on Psychological Science, 18(2), 309–320.
  3. Edwards, M. E., Mendenhall, K., Sanders, C., & King, L. A. (w druku). Small but still significant: Awe and the self. Personality and Social Psychology Bulletin.
  4. Monroy, M., Uğurlu, Ö., Zerwas, F., Corona, R., Keltner, D., Eagle, J., & Amster, M. (2023). The influences of daily experiences of awe on stress, somatic health, and well-being: A longitudinal study during COVID-19. Scientific Reports, 13.
  5. Sturm, V. E., Datta, S., Roy, A. R. K., Sible, I. J., Kosik, E. L., Veziris, C. R., Chow, T. E., Morris, N. A., Neuhaus, J., Kramer, J. H., Miller, B. L., Holley, S. R., & Keltner, D. (2022). Big smile, small self: Awe walks promote prosocial positive emotions in older adults. Emotion, 22(5), 1044–1058.
  6. Monroy, M., Amster, M., Eagle, J., Zerwas, F. K., Keltner, D., & López, J. E. (2025). Awe reduces depressive symptoms and improves well-being in a randomized-controlled clinical trial. Scientific Reports.
  7. Graziosi, M., Chirico, A., Clifton, J. D. W., Rohde, J. S., Chhabra, R., & Yaden, D. B. (2026). A series of replication attempts of experimental awe-induction effects. PLOS ONE, 21(9), e0356728.
  8. Fredrickson, B. L. (2001). The role of positive emotions in positive psychology: The broaden-and-build theory of positive emotions. American Psychologist, 56(3), 218–226.

⚠️ OCHRONA PRYWATNOŚCI PACJENTÓW Wszelkie wypowiedzi, przykłady i historie pacjentów przywoływane w artykułach na tym blogu zostały znacząco zmienione, zanonimizowane i zmodyfikowane w celu uniemożliwienia ich powiązania z rzeczywistymi pacjentami. Zmiany obejmują zmianę imion, wieku, płci, szczegółów sytuacji oraz innych identyfikujących cech. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób są całkowicie przypadkowe.

Pozostańmy w kontakcie

Logotyp gabinetu psychologicznego Michała Jaskólskiego, psychologa z Łodzi
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.