Jak Twój styl przywiązania wpływa na randkowanie

Siedzi przede mną osoba, która wygląda na zmęczoną. Słyszę pytanie, które słyszałem już wiele razy: „Panie Michale, znowu to samo. Było intensywnie, świetnie nam się pisało, a po kilku dniach ona po prostu zniknęła. Czy ze mną jest coś nie tak?”. To pytanie jest echem frustracji, którą wiele osób odczuwa w świecie aplikacji randkowych. Jeśli zdarza Ci się znajdować w takich sytuacjach to chciałbym Ci powiedzieć: nie, nic nie jest z Tobą nie tak.

Te powtarzające się, bolesne sekwencje zdarzeń nie są przypadkowe. Są one często odzwierciedleniem – jednego z naszych czterech stylów przywiązania. W tym artykule wyjaśnię, czym są style przywiązania, jak wpływają na nasze zachowanie w świecie randek i co najważniejsze – jak rozpoznać te wzorce, aby podchodzić do randkowania świadomie i z mniejszym kosztem emocjonalnym.

Infografika pokazująca cztery style przywiązania w modelu dwuwymiarowym. Dwie osie: pozioma "Unikanie bliskości" i pionowa "Lęk przed odrzuceniem". Cztery kwadraty: Lękowy (różowy) z ikoną osoby przytulającej się, Zdezorganizowany (różowy) z ikoną splątanych linii, Bezpieczny (zielony) z ikoną serc, Unikający (niebieski) z ikoną osoby odwracającej się.

Skąd się biorą style przywiązania?

John Bowlby, brytyjski psychiatra, zaproponował rewolucyjną ideę: nasze pierwsze relacje z opiekunami tworzą „wewnętrzne modele robocze” – wewnętrzne mapy tego, jak funkcjonują relacje. Te mapy stają się naszym przewodnikiem dla przyszłych związków.

Jeśli opiekun był dostępny i responsywny, uczyliśmy się, że świat jest bezpieczny i że możemy ufać innym. Jeśli opiekun był niedostępny lub nieprzewidywalny, uczyliśmy się czujności i ostrożności.

Jednak style przywiązania nie zależą tylko od zachowania opiekuna. Współczesne badania pokazują, że kształtują się one w interakcji między tym, co wnosimy na świat (nasz temperament), a tym, co otrzymujemy od opiekunów. Niektóre dzieci rodzą się z bardziej reaktywnym układem nerwowym – szybciej się denerwują, trudniej się uspokajają. Inne są spokojniejsze i bardziej elastyczne. Te wrodzone różnice wpływają na to, jak dziecko reaguje na opiekuna, a opiekun reaguje na dziecko. To taniec, nie monolog.

 

Na style przywiązania najłatwiej patrzeć rozkładając ja na dwóch osiach. Pierwsza to lęk przed odrzuceniem – pytanie brzmiące: „Jak bardzo boję się, że osoba ważna mnie opuści?”. Druga to unikanie bliskości – pytanie: „Na ile czuję się komfortowo z intymnością i zależnością?”. To na przecięciu tych dwóch wymiarów kształtują się cztery główne style przywiązania w dorosłości.

Styl bezpieczny (niski lęk, niskie unikanie)

Osoby o bezpiecznym stylu przywiązania czują się dobrze same ze sobą i w bliskości z innymi. Nie potrzebują partnera, aby czuć się kompletne, ale też nie uciekają przed głęboką intymnością. Potrafią być blisko, nie tracąc siebie. Potrafią być same, nie czując się opuszczone.

Infografika czterech stylów przywiązania w modelu dwuwymiarowym. Dwie osie: pozioma "Unikanie bliskości" i pionowa "Lęk przed odrzuceniem". Cztery kwadraty: Lękowy (różowy, góra-lewo), Zdezorganizowany (różowy, góra-prawo), Bezpieczny (zielony, dół-lewo), Unikający (niebieski, dół-prawo). Wszystkie style poza bezpiecznym są wyszarzone.

Jak styl bezpieczny wygląda w praktyce?

Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kimś kto niedawno pojawił się w Twoim życiu. Rozmowa jest świetna, wymieniacie się długimi wiadomościami, śmiejecie się z tych samych żartów. Nagle – cisza. Partner/ka nie odpisuje przez kilka godzin, potem przez cały dzień.

Osoba o bezpiecznym stylu nie wpada w panikę („Pewnie to koniec! Zrobiłam/zrobiłem coś nie tak!”) ani nie udaje obojętności („Nie obchodzi mnie to. I tak mam dziesięciu innych na czacie”).

Po prostu myśli: „Pewnie jest zajęty/zajęta. Napiszę wieczorem, jeśli nie odpisze. A jeśli to ghosting – trudno, to mówi więcej o nim/niej niż o mnie”.

Albo inna sytuacja: spotkacie się kilka razy, wszystko idzie dobrze, a potem partner mówi: „Potrzebuję trochę czasu dla siebie. Mam dużo na głowie”.
Osoba o bezpiecznym stylu przywiązania odpowiada: „Rozumiem. Daj znać, kiedy będziesz gotowy/gotowa porozmawiać. Jestem tu, jeśli będziesz mnie potrzebować”.

W praktyce oznacza to zdolność do zaufania – zarówno sobie, jak i partnerce/owi. Osoby bezpieczne nie zakładają z góry, że zostaną zranione, ale też nie są naiwne. Potrafią otworzyć się na drugą osobę, pokazać swoją wrażliwość, powiedzieć „potrzebuję Cię” – i nie czują się przez to słabe. Jednocześnie potrafią powiedzieć „potrzebuję przestrzeni” – i nie czują się przez to winne.

Otwarta komunikacja to ich naturalny język. Kiedy coś ich boli, mówią o tym wprost, bez manipulacji czy gier psychologicznych.

Przykład: „Kiedy wczoraj zignorowałeś/zignorowałaś moją wiadomość o moim trudnym dniu, poczułam/poczułem się zraniony/zraniona. Wiem, że mogłeś/mogłaś być zajęty/zajęta, ale chciałabym/chciałbym, żebyśmy umówili się, jak reagujemy, gdy któreś z nas potrzebuje wsparcia”. Bez oskarżeń, bez milczenia, bez wybuchu gniewu – tylko jasne wyrażenie potrzeby i zaproszenie do rozmowy.

Kiedy partner zachowuje się w sposób, który ich rani, nie uciekają w milczenie ani nie wybuchają gniewem – pytają, próbują zrozumieć, negocjują. Potrafią słuchać krytyki bez natychmiastowej defensywy. Potrafią przeprosić, kiedy popełnią błąd. „Masz rację, przesadziłam/przesadziłem. Przepraszam. Następnym razem postaram się inaczej”.

Elastyczność to kolejna cecha charakterystyczna. Osoby bezpieczne nie trzymają się sztywno jednego scenariusza relacji. Jeśli partner potrzebuje więcej czasu dla siebie, nie interpretują tego automatycznie jako odrzucenia. Jeśli partner potrzebuje więcej bliskości, nie czują się przez to przytłoczone. Potrafią dostosować się do zmieniających się potrzeb – swoich i partnera – bez poczucia utraty kontroli.

Na aplikacjach randkowych osób o tym stylu przywiązania nie będzie zbyt dużo (z tej prozaicznej przyczyny, że zwykle łączą się w pary we wczesnym wieku i pozostają w tych parach na bardzo długo). Jeśli już się tam znajdą, to nie będą raczej traktować aplikacji jak „emocjonalnego kasyna”, gdzie każdy match to euforia, a każdy brak matcha to porażka. Będą inwestować czas w poznanie jednej osoby, zamiast jednocześnie pisać z dziesięcioma „na wszelki wypadek”. Kiedy ktoś zniknie, nie będą obwiniać siebie ani dążyć do wskrzeszenia relacji. Dla nich bycie samemu jest tak samo w porządku jak bycie z kimś, więc nie gonią, nie proszą – zostawiają przeszłość za sobą i idą dalej.

Styl lękowy (wysoki lęk, niskie unikanie)

Osoby o lękowym stylu przywiązania pragną bliskości ale jednocześnie żyją w ciągłym strachu przed odrzuceniem. To jak chodzenie po linie: z jednej strony potrzeba bycia kochanym, z drugiej strony przekonanie, że to nieuniknione, że zostanę porzucony/porzucona.

Infografika czterech stylów przywiązania w modelu dwuwymiarowym. Dwie osie: pozioma "Unikanie bliskości" i pionowa "Lęk przed odrzuceniem". Cztery kwadraty: Lękowy (różowy, góra-lewo) z ikoną osoby przytulającej się, Zdezorganizowany (różowy, góra-prawo) z ikoną splątanych linii, Bezpieczny (zielony, dół-lewo) z ikoną serc, Unikający (niebieski, dół-prawo) z ikoną osoby odwracającej się. Wszytskie poza lękowym wyszarzone.

Jak styl lękowy wygląda w praktyce?

 

Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kimś w aplikacji randkowej. Rozmowa jest świetna, wymieniacie się długimi wiadomościami, śmiejecie się z tych samych żartów. Nagle – cisza. Partner/ka nie odpisuje przez kilka godzin.

Osoba o lękowym stylu nie myśli „Pewnie jest zajęty/zajęta”. Myśli: „To koniec. Zrobiłam/zrobiłem coś nie tak. Pewnie znalazł/znalazła kogoś lepszego. Może powinienem/powinnam napisać jeszcze raz? A może to będzie zbyt nachalne? Ale jeśli nie napiszę, pomyśli, że mnie nie obchodzi…”. I tak w kółko.

Kiedy w końcu partner odpisuje („Przepraszam, miałam/miałem szalony dzień w pracy!”), osoba lękowa czuje ulgę – ale tylko na chwilę. Bo zaraz pojawia się następne pytanie: „A co, jeśli następnym razem naprawdę zniknie?”.

Albo inna sytuacja: spotkacie się kilka razy, wszystko idzie dobrze, a potem partner mówi: „Potrzebuję trochę czasu dla siebie. Mam dużo na głowie”.

Osoba o lękowym stylu słyszy: „Nie chcę Cię już. Szukam wymówki, żeby się wycofać”. Nawet jeśli partner mówi wprost, że to nie ma nic wspólnego z relacją, osoba lękowa nie potrafi w to uwierzyć. Odpowiada: „Rozumiem” – ale w środku czuje panikę. I zaczyna robić wszystko, żeby „naprawić” sytuację: pisze częściej, proponuje spotkania, stara się być „idealną” partnerką/partnerem. Paradoksalnie, to często odpycha drugą osobę jeszcze bardziej.

W praktyce oznacza to ciągłą potrzebę potwierdzenia. Chcą słyszeć „kocham Cię”, „tęsknię za Tobą”, „jesteś ważny/ważna” – nie raz, ale wiele razy dziennie. Nie dlatego, że są „wymagające”, ale dlatego, że ich wewnętrzny głos nieustannie szepcze: „Nie jesteś wystarczająco dobry/dobra. Zaraz Cię zostawi”.

Jednak jest jeszcze coś – osoby lękowe często nieświadomie testują relację. To mechanizm obronny: skoro i tak zostanę porzucony/porzucona, to może lepiej sprawdzić to teraz, niż czekać w niepewności? Dlatego prowokują sytuacje, które mają „potwierdzić” ich najgorsze obawy.

Przykład: Wszystko idzie dobrze, ale osoba lękowa nagle pisze: „Chyba powinniśmy się rozstać. Nie zasługuję na Ciebie”. Albo: „Pewnie wolałbyś/wolałabyś być z kimś innym”. Albo zaczyna być chłodna, odpowiada krótko, odwołuje spotkania – i czeka, czy partner „walczy” o relację. Jeśli partner się oddala, osoba lękowa myśli: „Wiedziałam/wiedziałem. Nigdy mnie naprawdę nie kochał/kochała”. Jeśli partner zostaje i uspokaja, osoba lękowa czuje ulgę – ale tylko na chwilę. Bo za tydzień, za miesiąc test się powtórzy.

To samospełniająca się przepowiednia. Im bardziej osoba lękowa testuje relację, tym bardziej partner się męczy. W końcu partner naprawdę odchodzi – nie dlatego, że „nigdy nie kochał”, ale dlatego, że ciągłe testowanie, dramatyzowanie i potrzeba potwierdzenia są wyczerpujące. A osoba lękowa myśli: „Wiedziałam/wiedziałem, że to się tak skończy”. I wzorzec się powtarza.

Styl unikający (niski lęk, wysokie unikanie)

Osoby o unikającym stylu przywiązania cenią niezależność ponad wszystko. Nie dlatego, że nie potrzebują bliskości – potrzebują, ale nauczyły się, że liczyć można tylko na siebie. Bliskość jest postrzegana jako zagrożenie dla autonomii, a zależność jako słabość. To nie jest świadoma decyzja – to głęboko zakorzeniony wzorzec obronny: „Jeśli nie będę nikogo potrzebować, nikt mnie nie zrani”.

Infografika czterech stylów przywiązania w modelu dwuwymiarowym. Dwie osie: pozioma "Unikanie bliskości" i pionowa "Lęk przed odrzuceniem". Cztery kwadraty: Lękowy (różowy, góra-lewo) z ikoną osoby przytulającej się, Zdezorganizowany (różowy, góra-prawo) z ikoną splątanych linii, Bezpieczny (zielony, dół-lewo) z ikoną serc, Unikający (niebieski, dół-prawo) z ikoną osoby odwracającej się. uwypuklony styl unikający

Jak styl unikający wygląda w praktyce?

Poznajesz kogoś, dobrze się wam rozmawia, śmiejecie się z tych samych żartów. Masz poczucie, że to ktoś na kogo od dawna czekałeś/czekałaś. Spotkacie się kilka razy, wszystko idzie dobrze. Widzisz, że ta druga osoba angażuje się w Waszą relację, więc również inwestujesz w nią coraz więcej i nagle bez ostrzeżenia „relacja zwalnia”. Odpowiedzi są krótsze, rzadsze, ogólnikowe. Nie dostajesz wprost informacji, że druga strona chce się wycofać, ale dystans jest odczuwalny.

Osoba o unikającym stylu nie myśli „Boję się, że mnie zostawi” (jak osoba lękowa) ani „Pewnie jest zajęty/zajęta” (jak osoba bezpieczna). Myśli: „To zaczyna być za intensywne. Czuję się przytłoczony/przytłoczona. Potrzebuję przestrzeni”. I po prostu się wycofuje – często bez wyjaśnienia, bo wyjaśnienie wymagałoby rozmowy o uczuciach, a to właśnie tego unika.

Albo inna sytuacja: spotkacie się kilka razy, partner mówi: „Naprawdę mi się z Tobą dobrze rozmawia. Chciałabym/chciałbym Cię lepiej poznać”.

Osoba o unikającym stylu słyszy: „Chcę więcej. Chcę bliskości. Chcę zależności”. I czuje dyskomfort. Odpowiada: „Ja też się dobrze bawię, ale nie szukam niczego poważnego” albo „Mam teraz dużo na głowie, nie wiem, czy mam czas na coś więcej”. Nawet jeśli w głębi duszy chciałaby/chciałby być bliżej, mechanizm obronny włącza się automatycznie: „Dystans = bezpieczeństwo”.

W praktyce oznacza to emocjonalny dystans. Osoby unikające potrafią być czarujące, zabawne, inteligentne – ale tylko do pewnego momentu. Kiedy rozmowa schodzi na tematy osobiste, intymne, wrażliwe, nagle stają się wymijające. „Nie lubię o tym rozmawiać”, „To skomplikowane”, „Wolę nie wracać do przeszłości”. Nie dlatego, że nie mają uczuć, ale dlatego, że pokazanie uczuć oznacza pokazanie wrażliwości – a wrażliwość oznacza ryzyko zranienia.

Komunikacja staje się jednostronna. Osoba unikająca rzadko dzieli się tym, co czuje, co ją boli, czego potrzebuje. Zamiast tego trzyma partnera na dystans poprzez ogólniki, humor, zmianę tematu. Kiedy partner pyta: „Czy wszystko w porządku? Czuję, że się ode mnie oddalasz”, osoba unikająca odpowiada: „Wszystko okej, po prostu jestem zmęczony/zmęczona” albo „Przesadzasz, nic się nie dzieje”. Nie dlatego, że kłamie, ale dlatego, że sama nie do końca rozumie, co czuje – albo boi się to nazwać.

Ale jest jeszcze coś – osoby unikające często stosują strategię „duża bliskość, a potem wycofanie”. To charakterystyczny wzorzec: na początku wszystko jest intensywne, ekscytujące, pełne chemii. Osoba unikająca potrafi być niezwykle czuła, otwarta, zaangażowana – bo na początku bliskość jeszcze nie jest zagrożeniem. Ale kiedy relacja zaczyna się pogłębiać, kiedy partner zaczyna mówić o przyszłości, o uczuciach, o zobowiązaniu – osoba unikająca nagle się wycofuje.

Przykład: Przez dwa tygodnie piszecie codziennie, spotkacie się kilka razy, wszystko jest świetne. Partner mówi: „Naprawdę mi się z Tobą dobrze. Może moglibyśmy się spotkać częściej?”. I nagle – cisza. Osoba unikająca przestaje odpisywać tak szybko, odpowiada krótko, odwołuje spotkanie. Partner myśli: „Co się stało? Zrobiłam/zrobiłem coś nie tak?”. Osoba unikająca myśli: „To za szybko. Czuję się uwięziony/uwięziona. Potrzebuję przestrzeni”.

To nie jest manipulacja – to automatyczny mechanizm obronny. Kiedy bliskość staje się „za duża”, osoba unikająca podświadomie tworzy dystans, żeby odzyskać poczucie kontroli. Problem w tym, że ten dystans rani partnera – i często prowadzi do końca relacji. A osoba unikająca myśli: „Wiedziałam/wiedziałem, że to się nie uda. Lepiej być samemu”.

Ale to nie znaczy, że osoby unikające nie potrzebują bliskości. Potrzebują – tylko realizują ją w sposób, który nie zagraża ich autonomii. Zamiast głębokiej, romantycznej relacji, wybierają bliskie przyjaźnie – takie, gdzie można być sobą, ale bez oczekiwań, zobowiązań, dramatów. Przyjaciel nie pyta „Dlaczego nie odpisałeś przez dwa dni?”, przyjaciel po prostu czeka.

Albo wybierają niedostępne obiekty uczuć – osoby, które są w związkach, mieszkają daleko, nie są zainteresowane relacją. To bezpieczny sposób na odczuwanie „zakochania” bez ryzyka prawdziwej bliskości. Można marzyć, tęsknić, wyobrażać sobie scenariusze – ale nie trzeba się otwierać, nie trzeba być wrażliwym, nie trzeba ryzykować odrzucenia.

Inny sposób to wydarzenia grupowe, wspólne hobby, aktywności. Osoba unikająca może czuć się świetnie w grupie przyjaciół na wspinaczce, na koncercie, na grze planszowej – bo to bliskość „rozcieńczona”, bezpieczna. Nie ma tu presji „jeden na jeden”, nie ma rozmów o uczuciach, nie ma oczekiwań. Można być razem, ale nie „za blisko”.

Dla osoby unikającej bycie samemu jest w porządku – wręcz preferowane. Samotność nie jest karą, ale nagrodą: „Nikt mnie nie ocenia, nikt nie wymaga, nikt nie rani”. Problem w tym, że głęboko w środku osoba unikająca też potrzebuje bliskości – ale nauczyła się tłumić tę potrzebę. Dlatego często żyje w paradoksie: pragnie związku, ale kiedy go ma, czuje się uwięziona.

Styl zdezorganizowany (wysoki lęk, wysokie unikanie)

Osoby o zdezorganizowanym stylu przywiązania żyją w wewnętrznym konflikcie, który jest trudny do zrozumienia nawet dla nich samych. To nie jest tak, że czasem czują lęk (jak osoby lękowe), a czasem potrzebują dystansu (jak osoby unikające). To jest jednoczesne doświadczanie obu tych stanów w tym samym momencie – desperacko pragną bliskości i panicznie się jej boją, w tej samej chwili. To jak jednoczesne naciskanie gazu i hamulca – chcę być blisko, ale bliskość mnie przeraża. Chcę, żebyś został/została, ale kiedy zostajesz, czuję się uwięziony/uwięziona.

To nie jest logiczne, to nie jest świadome – to głęboko zakorzeniony wzorzec, który powstał, gdy opiekun był jednocześnie źródłem pocieszenia i zagrożenia. Dziecko uczyło się: „Opiekun mnie kocha – ale też mnie rani. Potrzebuję jej/go – ale boję się jej/jego”. I ten paradoks przenosi się na dorosłe relacje.

Infografika czterech stylów przywiązania w modelu dwuwymiarowym. Dwie osie: pozioma "Unikanie bliskości" i pionowa "Lęk przed odrzuceniem". Cztery kwadraty: Lękowy (różowy, góra-lewo) z ikoną osoby przytulającej się, Zdezorganizowany (różowy, góra-prawo) z ikoną splątanych linii, Bezpieczny (zielony, dół-lewo) z ikoną serc, Unikający (niebieski, dół-prawo) z ikoną osoby odwracającej się. Wszystkie poza zdezorganizowanym wyszarzone.

Jak styl zdezorganizowany wygląda w praktyce?

Wyobraź sobie, że spotykasz się z kimś, Wasze rozmowy są intensywne, pełne emocji, szybko przechodzicie na głębsze tematy. Osoba dzieli się z Tobą swoimi ranami, mówi, jak trudno jej zaufać, jak bardzo pragnie kogoś bliskiego. Czujesz, że to coś wyjątkowego. Spotkacie się, wszystko jest świetne, pełne chemii. A potem – nagle znika. Nie odpisuje, nie odbiera, jakby się rozpłynęła w powietrzu.

Czym to się różni od stylu lękowego i unikającego?

  • Osoba lękowa zniknie, bo boi się, że zostanie porzucona – ale będzie próbowała wrócić, przepraszać, naprawiać. Jej motywacja to strach przed odrzuceniem.
  • Osoba unikająca zniknie, bo czuje się przytłoczona bliskością – i nie wróci, albo wróci tylko wtedy, gdy dystans zostanie przywrócony. Jej motywacja to ochrona autonomii.
  • Osoba zdezorganizowana zniknie, bo jednocześnie boi się, że zostanie porzucona i że bliskość ją przytłoczy.

Wraca – ale znowu znika. Przeprasza – ale znowu atakuje. Mówi „Potrzebuję Cię” – ale zaraz potem „Zostaw mnie”. To nie jest strategia, to chaos.

Po kilku dniach wraca. Przeprasza, tłumaczy, że miała/miał trudny czas, że to nie Twoja wina. Znowu jest blisko, ciepło, intensywnie. I znowu znika. Ten cykl się powtarza – przyciąganie i odpychanie, bliskość i dystans, gorąco i zimno. To nie jest manipulacja – to chaos wewnętrzny, który przejawia się na zewnątrz.

Inna sytuacja: spotkacie się kilka razy, partner mówi: „Naprawdę mi się z Tobą dobrze. Chciałabym/chciałbym Cię lepiej poznać”.

Jak będą reagowały osoby o różnych stylach przywiązania i dlaczego?

  • Osoba lękowa pomyśli: „W końcu ktoś mnie chce!” – i będzie się starała być idealną partnerką/partnerem, żeby nie stracić tej osoby.
  • Osoba unikająca pomyśli: „To za szybko, czuję się przytłoczony/przytłoczona” – i zacznie się wycofywać, tworzyć dystans.
  • Osoba zdezorganizowana pomyśli jednocześnie: „W końcu ktoś mnie chce!” i „A co, jeśli mnie zrani? A co, jeśli się zbliżę i znowu zostanę porzucony/porzucona?”. Odpowiada: „Ja też” – ale w środku czuje sprzeczne impulsy. Część chce się rzucić w ramiona, część chce uciec. I często robi jedno i drugie naprzemiennie – w tym samym dniu, w tej samej rozmowie.

W praktyce oznacza to nieprzewidywalność i chaos. Osoby zdezorganizowane potrafią być niezwykle czułe, otwarte, wrażliwe – a zaraz potem (dosłownie po godzinie) chłodne, odległe, zamknięte. Mogą pisać długie, emocjonalne wiadomości o tym, jak bardzo Cię potrzebują – a następnego dnia nie odpisywać wcale. Mogą planować przyszłość – a potem nagle mówić, że „to za szybko”. Partner nie wie, czego się spodziewać. Każdy dzień to inna osoba – a czasem każda godzina.

 

Czy styl przywiązania to coś stałego?

Tutaj chciałbym Ci powiedzieć coś niezwykle ważnego: styl przywiązania nie jest sztywną etykietą. Jest to dynamiczny zestaw strategii. Chociaż mamy swój dominujący, styl, różne sytuacje i, co najważniejsze, różni partnerzy mogą aktywować w nas różne wzorce zachowań.

Wyobraź sobie osobę o generalnie bezpiecznym stylu przywiązania. W poprzedniej relacji czuła się spokojnie, mogła być otwarta i wrażliwa. Ale teraz poznaje kogoś o silnie unikającym stylu – kogoś, kto jest emocjonalnie niedostępny, odpowiada rzadko, a gdy już odpowiada, jego wiadomości są zdawkowe. Co się dzieje? Ta osoba, która wcześniej była bezpieczna, zaczyna przejawiać zachowania lękowe. Zaczyna sprawdzać telefon co pięć minut, snuje czarne scenariusze, potrzebuje potwierdzenia. To nie dlatego, że „zawsze była taka” – to naturalna reakcja systemu przywiązania na brak poczucia bezpieczeństwa w relacji. To wyjaśnia, dlaczego w jednych relacjach czujemy się spokojni, a w innych wpadamy w spiralę lęku.

Ale jest też dobra wiadomość. Naukowcy odkryli zjawisko zwane „earned secure attachment” – „wypracowanym bezpiecznym przywiązaniem”. Okazuje się, że osoby, które miały trudne doświadczenia w dzieciństwie, mogą w dorosłości, poprzez świadomą pracę i korekcyjne doświadczenia w zdrowych, bezpiecznych relacjach (z partnerem, przyjacielem, terapeutą), „wypracować” sobie bezpieczny styl przywiązania. To potężny dowód na neuroplastyczność naszego mózgu i zdolność do zmiany. Twoja przeszłość nie musi być Twoją przyszłością.

 

Podsumowując temat stylów przywiązania

Często można się spotkać z etykietowaniem ludzi na podstawie ich stylów przywiązania. W świecie mediów społecznościowych jest to niezwykle popularne – takie filmiki dobrze się klikają. Jednak należy pamiętać, że osoby o pozabezpiecznych stylach przywiązania często pragną bliskości i cierpią na swój sposób. Posługują się w życiu strategiami, które kiedyś dla nich zadziałały, a teraz są przyczyną cierpienia.

Osoby o lękowym stylu przywiązania nie są „desperackie” – są głębokie, wrażliwe, pełne pragnienia bliskości. To, że testują relacje, że potrzebują potwierdzenia, że boją się odrzucenia – to nie jest słabość. To jest głębokie pragnienie bycia kochanym, które czasem manifestuje się w sposób, który paradoksalnie odpycha drugą osobę. Ale pod spodem jest tylko ogromne cierpienie i pragnienie bliskości, czasem tak głęboko skryte, że nawet te osoby nie mają nad tym pełnej refleksji.

Osoby o unikającym stylu przywiązania nie są „zimne” czy „bez serca” – są emocjonalnie, niezależne, zdolne do głębokich więzi w bezpiecznym dystansie. Ich wycofywanie się, ich emocjonalny dystans – to nie jest manipulacja. To jest mechanizm obronny, który kiedyś ich uratował. Ale pod spodem również kryje się pragnienie bliskości, czasem tak głęboko ukryte, że nawet oni sami nie wiedzą, jak bardzo tego pragną.

Osoby o zdezorganizowanym stylu przywiązania żyją w nieustannym wewnętrznym konflikcie – chcą i nie chcą jednocześnie, pragną i boją się jednocześnie. To jest chaos, ale chaos z przyczyny. To jest ból, który manifestuje się w nieprzewidywalności, w testowaniu granic, w cyklu przyciągania i odpychania.

Żadna z tych osób nie jest „zła”. Żadna z nich nie jest „nie warta kochania”. Jednak każda z tych osób jest odpowiedzialna za to, co robi innym. I tu jest ważna uwaga: styl przywiązania to nie jest usprawiedliwienie.

Styl przywiązania to odruch – automatyczna odpowiedź, której nauczyłeś/nauczyłaś się w przeszłości. Ale Twoim wyborem jest czy za nim podążysz, czy go przezwyciężysz.

Ścieżka pierwsza – podążanie za odruchem:

  • Znikanie na miesiące, bo czujesz się przytłoczony/przytłoczona
  • Testowanie trwałości związku poprzez konflikty, bo potrzebujesz potwierdzenia
  • Ciągłe sprawdzanie telefonu i wymaganie natychmiastowych odpowiedzi

To jest „prosta ścieżka”, ale nie prowadząca do rozwoju i poprawy Twoich relacji z innymi. To prowadzi do bólu – zarówno u Ciebie, jak i u drugiej osoby.

Ścieżka druga – przezwyciężanie odruchów:

  • Świadomość swoich wzorców – stylów przywiązania
  • Otwarta komunikacja tego, co czujesz
  • Praca nad sobą – samotnie lub z psychologiem
  • Odpowiedzialność za swoje działania
  • Stworzenie lepszych, bardziej satysfakcjonujących związków
 

Czy to będzie trudne? Tak!

Czy to będzie bolesne? Tak!

Czy warto spróbować? To Twoja decyzja.

Ale warto pamiętać, że zmiana jest możliwa. Naukowcy odkryli „earned secure attachment” – wypracowane bezpieczne przywiązanie. Osoby, które miały trudne doświadczenia w dzieciństwie, mogą w dorosłości, poprzez świadomą pracę i korekcyjne doświadczenia w zdrowych, bezpiecznych relacjach, „wypracować” sobie bezpieczny styl przywiązania. Twoja przeszłość nie musi być Twoją przyszłością.

Jeśli stwierdzasz, że randkowanie, szukanie partnera, budowanie relacji – to nie jest dla Ciebie, że chcesz być sam/sama, że preferujesz niezależność – to jest całkowicie OK. To jest Twoja decyzja, Twoje prawo, Twój wybór.

Ale – i to jest ważne „ale” – jeśli już decydujesz się na relację z kimś innym, nie powinieneś/powinna krzywdzić tej osoby powtarzając te same zachowania, które już wiele razy nie zadziałały.

Nie możesz:

  • Znikać na miesiące, bo „potrzebujesz przestrzeni”, a potem wracać, jakby nic się nie stało
  • Testować trwałość związku poprzez konflikty i dramatyzm
  • Obiecywać zmiany, a potem wracać do starych wzorców
  • Ignorować potrzeby drugiej osoby, bo „ja jestem taki/taka”

 

Jeśli wiesz, że powtarzasz te same destrukcyjne wzorce, masz dwie opcje:

  1. Pracuj nad sobą. Zmień swoje zachowania. Nauczysz się komunikować. Bierz odpowiedzialność za swoje działania.
  2. Nie wciągaj innych w swój chaos – jeśli wiesz, że nie jesteś gotowy/gotowa do zdrowej relacji, jeśli wiesz, że będziesz powtarzać te same błędy, bądź szczery/szczera z drugą osobą. Powiedz jej to. Daj jej możliwość wyboru. To jest kwestia szacunku – zarówno do siebie, jak i do drugiej osoby.
 

Dlatego właśnie jestem tu. Nie po to, aby osądzać. Nie po to, aby mówić, że jeden styl jest „lepszy” od drugiego. Ale po to, aby pomóc Ci zrozumieć siebie – i aby pomóc Ci komunikować się w otwarty, szczery, mniej bolesny sposób.

W artykule pozwoliłem sobie na pewne uproszczenia – temat stylów przywiązania jest bowiem niezwykle złożony i napisano o nim nie jedną książkę. Teoria przywiązania ma bogatą historię, a współczesne badania ciągle rozwijają naszą wiedzę na ten temat. Jeśli czujesz, że ten temat jest dla Ciebie ważny i chcesz go zgłębić, polecam lekturę: „Partnerstwa i bliskość” lub książki „Niekochalni. Lęk przed bliskością„. Jednak najlepszą drogą do zrozumienia własnych wzorców i pracy nad nimi jest konsultacja ze specjalistą, który może dostosować wiedzę do konkretnej sytuacji.

⚠️ OCHRONA PRYWATNOŚCI PACJENTÓW Wszelkie wypowiedzi, przykłady i historie pacjentów przywoływane w artykułach na tym blogu zostały znacząco zmienione, zanonimizowane i zmodyfikowane w celu uniemożliwienia ich powiązania z rzeczywistymi pacjentami. Zmiany obejmują zmianę imion, wieku, płci, szczegółów sytuacji oraz innych identyfikujących cech. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób są całkowicie przypadkowe.

Osoba pracująca przy laptopie i równocześnie robiąca notatki – przykład multitaskingu

Multitasking, czyli mit wielozadaniowości

Multitasking to mit – nie zwiększa efektywności, lecz ją obniża! Dowiedz się, dlaczego przełączanie się między zadaniami prowadzi do błędów, zmęczenia i spadku koncentracji. Sprawdź, jak pracować mądrzej i skuteczniej!

Czytaj »
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.